niedziela, 1 marca 2015

Rozdział pierwszy

****DOLLY****



<BEEP ! BEEP ! BEEP !>

Szybkim ruchem ręki wyłączyłam budzik, który nieznośnie dawał mi o sobie znać. Powoli otworzyłam, jeszcze zaspane, oczy i głęboko westchnęłam. Spojrzenie utkwiłam w śnieżnobiałym suficie, rozmyślając nad kolejnym dniem tortur. Codzienna rutyna.
Leniwie usiadłam na łóżku, opuszczając bose stopy na szary dywan, leżący w moim pokoju.
Ciepłe promienie październikowego słońca opierały się
na moich bladych policzkach. Rozejrzałam się dookoła. Niby to mój pokój, niby miejsce tajemnic, radości i smutków, a tak mało go znam. Tak mało znam samą siebie .. to w tym wszystkim jest najgorsze.
Pełnym gracji ruchem wstałam, przeczesując włosy dłonią. Wolnym krokiem powędrowałam do łazienki, stając przed lustrem i w nie spoglądając. Jedyne co udało mi się zauważyć, to wielkie, błękitno niebieskie oczy przepełnione smutkiem. Często zastanawiałam się, kiedy to wszystko się skończyło ? Kiedy z zawsze uśmiechniętej dziewczyny zamieniłam się w zamkniętą w sobie Doll ? Z moich ust wydostał się długi, przeciągły oddech. Wszyscy zawsze mi powtarzali, że nie warto się przejmować, że nie warto zaprzątać sobie głowę błahostkami, a ja tylko grzecznie potakiwałam głową, przekonana, że COŚ nigdy mnie nie dotknie. A teraz? Z biegiem tego czasu wiem, że łatwo się mówi, ale z wykonaniem tego jest już o wiele, wiele gorzej... Czasami bardzo bym chciała wrócić do przeszłości i wszystko naprawić. Gdybym tylko mogła to zrobić, losy potoczyłyby się o wiele inaczej, no ale cóż.. stało się i nic ani nikt tego już nie zmieni...
Przemyłam twarz lodowatą wodą, która ponownie sprowadziła mnie do szarego świata rzeczywistości, na małą chwilę pozwalając zapomnieć. Przebrałam się, długie rzęsy podkreśliłam czarną maskarą, która jeszcze bardziej uwydatniła kolor tęczówek. Włosy rozczesałam i pozostawiłam rozpuszczone, jak zawsze. Szybkim krokiem zbiegłam na dół i jedyne, co mnie w tym momencie otaczało, to pustka i cisza...Zamknęłam oczy powstrzymując się od płaczu. Szczerze ? Nawet nie wiem, czy miałabym jeszcze czym płakać..
Podeszłam do szafki, wyciągając z niej bladoróżową miseczkę, do której wsypałam kukurydziane płatki. Wszystko zalałam letnim mlekiem i postawiłam na drewnianej tacce. Ujęłam ją w dłonie i powędrowałam do salonu. Usiadłam na kanapie, szczelnie okrywając się kocem i stawiając podkładkę z jedzeniem na kolanach. Włączyłam telewizję, przeskakując z kanału na kanał i usiłując się skupić nad czymś konkretnym, jednak moje myśli były daleko od teraźniejszości, błąkając gdzieś za oknem.  Z zamyśleń wyrwały mnie pierwsze nuty mojej ulubionej piosenki, która przerwała nieznośną ciszę, wywołując na mojej twarzy lekko widoczny uśmiech. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, zrywając się z miejsca. Koc powędrował na podłogę, a telewizja ucichła. Złapałam za czarną ramoneskę, torbę i klucze, po czym z hukiem wybiegłam z domu.
-Cholera.. -mruknęłam, kiedy zobaczyłam odjeżdżający autobus. Niby nie miałam daleko, ale londyńska pogoda nigdy nie jest dla mnie łaskawa. W chwilę później poczułam pierwsze krople deszczu, które zmoczyły moją bladą skórę. Wyciągnęłam z torby parasol, po czym wolny, krokiem ruszyłam przed siebie.
Stanęłam przed wielkim budynkiem, którego wszyscy mięli w zwyczaju nazywać "budą". Zastanawiałam się, czy mam siłę na kolejną dawkę wyzwisk i pomiatania. Przekroczyć próg ? Uciec ? Nie byłam w stanie odpowiedzieć, ale mimowolnie stawiałam kroki przed siebie. Nagle poczułam silne szturchnięcie, a moja torba wylądowała na podłodze, tym samym ukazując całą swoją zawartość.
-Patrz jak łazisz niezdaro ! -usłyszałam nad sobą prychnięcie któregoś z uczniów. Zaczyna się..

*******
Usłyszałam dzwonek na lekcję, więc pospiesznie wyjęłam potrzebną książkę z szafki, biegnąc do klasy. Zajęłam swoje stałe, samotne miejsce w drugiej ławce, po lewej stronie pod oknem. Uwielbiałam tu siedzieć. Kiedy nudziła mnie lekcja, spojrzenia zatapiałam we wszystkim, co znajdywało się na zewnątrz. Mały uśmiech wywoływały biegające i bawiące się dzieci, pozwalające myślami wrócić do przeszłości. Kiedyś miejsce obok mnie zawsze było zajęte przez moje przyjaciółki, jednak teraz ? Po tym co się stało, wszyscy się ode mnie odwrócili, a ja zatonęłam w książkach, zyskując miano szkolnego kujona.
Na ziemie sprowadził mnie głos nauczyciela chemii, wchodzącego do klasy. Przywitał się z nami, po czym dodał, że ma dla nas ważną wiadomość.
-Kochani, jak już wiecie  lub nie, do naszej szkoły doszedł nowy chłopak -posłał nam ciepły uśmiech. No tak..coś obiło się o moje uszy, ale... -Mam nadzieję, że przyjmiecie go tu z uśmiechem na twarzy -dodał. Westchnęłam cicho, słysząc szmery w sali, wywołane osobą, owego nieznajomego. Mnie to jakoś nie przejęło, bo już wiedziałam, że jestem spalona.
-Przywitajcie więc pana Malika -usłyszałam głos nauczyciela, ukradkiem spoglądając na drzwi, jednak nikt się nie pojawił.
-Panie Malik ? Potrzebuje pan pisemnego zaproszenia ? -odezwał się nieco ostrzej pan Smith. I właśnie w tym momencie dostrzegłam cień w wejściu, szybko spuszczając wzrok.


Od Autorki : Witam Kochani ! Pierwszy rozdział nareszcie się pojawił :) Wiem, że krótki i bez składu i ładu, ale i tak cieszę się, że udało mi się coś napisać :) Mam nadzieję, że się Wam spodoba, a swoją opinię wyrazicie w komentarzach ! :* Obiecuję, że następne chapters będą już o wiele, wiele ciekawsze :) Zapraszam Was również na mojego innego bloga o Harrym --- > Stay With Me Forever

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz